Jest inicjatorem szeregu projektów aktywizujących i integrujących osoby starsze i niepełnosprawne. W pełnieniu swojej misji kieruje się dewizą, że najważniejszy jest drugi człowiek. Jak mówił Święty Jan Paweł II, „człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym
Jak można kochać Boga, który jest niewidzialny, nie kochając człowieka, który jest obok nas. 9. Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi. 10. Jeszcze będzie pięknie, mimo wszystko. Tylko załóż wygodne buty, bo masz do przejścia całe życie.
Jeśli idziecie z Chrystusem, jeśli przewodzi wam Duch Święty, to nie może być innego celu, jak dom Ojca, który jest w Niebie. Tego celu nie można stracić z oczu." 6. "Człowiek jest wielki nie przez to co posiada, lecz przez to kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi. "7. "Obyście zawsze umieli patrzeć
Jana Pawła II. 18 maja 1920 roku urodził się Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II (1978-2005), ogłoszony świętym w roku 2014. Setna rocznica urodzin papieża Polaka jest okazją, by przypomnieć najważniejsze chwile jego pontyfikatu, szczególnie pielgrzymki do Ojczyzny. Na powrót do tych niezwykłych chwil pozwalają
JPII – allah agbar (bóg jest wielki) w Palestynie. Każdy człowiek ma prawo do ojczyzny. Zamachowiec strzelał ale kto inny prowadził kulę – kula o włos minęła każdy z istotnych dla zycia organów w ciele papieża, a sam papież w momencie oddania strzału pochylił się ku dziewczynce która wyciągnęła w jego stronę obrazek z
Jan Paweł II (papież) Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi. człowiek wielkość
Zinterpretujcie mi proszę myśl Jana Pawła II pt : ,,Człowiek jest wielki nie przez to, co ma, nie przez to, kim jest, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.'' Tak min 7 zdań ;) Dziękuje bardzoo <3 PS. za bezsensowne odpowiedzi zgłaszam :)
Pierwsze Światowe Dni Młodzieży w Rzymie w 1985 r. odbyły się pod hasłem “ Abyście umieli zdać sprawę z nadziei, która jest w was (1 P 3, 15)”. Wzmacniając w nas nadzieję, Jan Paweł II poszedł głębiej. Nie wystarczy upewnić młodych ludzi o tym, że jest możliwe piękne i święte życie. Mądry wychowawca wskazuje drogę
Redakcja TWM 2023-02-20. Jedynym źródłem miłości małżeńskiej jest Jezus Chrystus, nieustannie obecny w sakramencie małżeństwa. Tak wielki jest ten sakrament! I małżonkowie mogą być pewni, że wraz z nim otrzymują siłę płynącą od Boga oraz łaskę, która będzie im towarzyszyła przez całe życie; tę rękojmię daje im wiara.
Włocławek, 6 czerwca 1991. 1. Cieszę się bardzo i Bogu dziękuję, a także organizatorom i obecnym za to, że na moim pątniczym szlaku znalazła się polska szkoła, polscy nauczyciele i katecheci, polscy pedagodzy. Witam więc i pozdrawiam nauczycielki i nauczycieli, katechetki i katechetów świeckich, siostry i braci zakonnych, kapłanów.
P0iX. Start / Cytaty / Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada…Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi. Info: Przemówienie do mieszkańców Tondo, dzielnicy slumsów. Manilia, 18 lutego 1981 błądZgłoś błądKategorieczłowiekposiadanie Jan Paweł IIJan Paweł II (łac. Ioannes Paulus II), właśc. Karol Józef Wojtyła (ur. 18 maja 1920 w Wadowicach, zm. 2 kwietnia 2005 w Watykanie) – polski duchowny rzymskokatolicki, arcybiskup krakowski, kardynał, papież (16 października 1978 – 2 kwietnia 2005), sługa Boży Kościoła katolickiego, kawaler Orderu Orła Białego. Poeta i poliglota, a także aktor, dramaturg i pedagog. Filozof historii, fenomenolog, mistyk i przedstawiciel personalizmu chrześcijańskiego. Od 14 marca 2004 roku pontyfikat Jana Pawła II jest uznawany za najdłuższy, po pontyfikacie Świętego Piotra i bł. Piusa IX. Był papieżem przez 26 i pół roku (9666 dni). Długość jego pontyfikatu podkreśla także kontrast z papiestwem jego poprzednika Jana Pawła I, który papieżem był jedynie 33 dni. Jan Paweł II beatyfikował i kanonizował o wiele więcej osób niż jakikolwiek poprzedni papież. Ogłosił błogosławionymi w sumie 1338 osób, kanonizował 51 z wszystkich 482 świętych. Trudno powiedzieć, czy kanonizował więcej świętych niż wszyscy poprzedni papieże razem wzięci, ponieważ wiele zapisów wczesnych kanonizacji jest niekompletnych, zaginionych lub niedokładnych. Podczas swego pontyfikatu Jan Paweł II powołał więcej kardynałów niż którykolwiek z jego poprzedników. Na dziewięciu konsystorzach papież kreował kardynałami 231 duchownych katolickich. Jan Paweł II był pierwszym papieżem z Polski, jak również pierwszym po 455 latach biskupem Rzymu, niebędącym Włochem. Wielokrotnie sam przywoływał spełnione proroctwo Juliusza Słowackiego z wiersza "Słowiański papież". Wybór na głowę Kościoła osoby z kraju socjalistycznego wpłynął znacząco na wydarzenia w Europie wschodniej i Azji w latach 80. XX wieku. (Wikipedia)
Janowi Pawłowi II udało się przekształcić rolę papiestwa. Dzięki niemu stało się ono rzecznikiem praw człowieka. Wykroczył więc on poza granice katolicyzmu, zwracając się do ludzi znajdujących się w różnych sytuacjach religijnych, społecznych i politycznych – Murzyn? – pytali rzymianie zgromadzeni na placu św. Piotra, gdy 16 października 1978 r. kard. Pericle Felici z balkonu bazyliki watykańskiej ogłosił nazwisko nowego papieża. Zdecydowana większość katolików na świecie nigdy wcześniej o nim nie słyszała. Kiedy Jan Paweł II umierał w 2005 r., sytuacja była diametralnie odmienna. Nie było chyba na świecie nikogo, kto nie rozpoznawał jego twarzy po trwającym niemal 27 lat pontyfikacie. Ludziom młodym słowo „papież” kojarzyło się wyłącznie z Janem Pawłem II. Na jego pogrzeb przyjechały do Rzymu 3 mln ludzi. Nikomu jeszcze w dziejach ludzkości nie udało się skupić takiej rzeszy na swoim pogrzebie. Wcześniej 1,4 mln żałobników po kilkanaście godzin stało w kolejce, by choć przez chwilę zobaczyć ciało papieża. Leon, Grzegorz, Mikołaj Bardzo szybko zaczęto nazywać Jana Pawła II Wielkim. Do tej pory przydomkiem tym zostało obdarzonych zaledwie trzech biskupów Rzymu i to z odległej epoki wczesnego średniowiecza: Leon I, Grzegorz I i Mikołaj I. Wszyscy oni zasłużyli się w umacnianiu prymatu papieskiego w Kościele. Wszyscy też zostali ogłoszeni świętymi. Leon I, zaliczany do grona ojców Kościoła i doktorów Kościoła, był papieżem w latach 440-461. W osobie następcy Piotra widział uobecnienie Chrystusa w Kościele. Uczynił z papiestwa najwyższą instancję jurysdykcyjną w świecie chrześcijańskim. Skutecznie bronił czystości wiary przed herezjami. Jego ujęcie zagadnienia dwóch natur w Chrystusie przyjął sobór w Chalcedonie (451). Leon I ocalił też Rzym od zniszczenia przez Hunów i Wandalów. Grzegorz I był biskupem Rzymu w latach 590-604. Podpisywał się: Servus servorum Dei (Sługa sług Bożych). Jako pierwszy papież wysłał misjonarzy do ludów pogańskich. Uporządkował śpiew liturgiczny, który stał się znany jako chorał gregoriański. Ustalił ostatecznie Kanon rzymski, wprowadził do Mszy św. modlitwę „Ojcze nasz”, a językiem liturgii Kościoła zachodniego ustanowił łacinę, mimo że nie była powszechnie znana. Zapoczątkował naukę o czyśćcu. Należy do grona doktorów Kościoła. Niedługo po śmieci został ogłoszony świętym przez aklamację Rzymian: „Santo subito!” – tę samą, która zabrzmiała na pogrzebie Jana Pawła II. Mikołaj I był papieżem w latach 858-867. Tak jak Leon I uważał, że jest zastępcą Chrystusa na Ziemi i zwierzchnikiem całego Kościoła, któremu podlegają także władcy świeccy. Wdał się w spór o obsadę patriarchatu w Konstantynopolu, co doprowadziło do trwającej kilkanaście lat schizmy. Sam Mikołaj został ekskomunikowany przez synod w Konstantynopolu za używanie w wyznaniu wiary dodatku „Filioque”, wskazującego na pochodzenie Ducha Świętego nie tylko od Ojca, ale także od Syna. Bronił nierozerwalności małżeństwa. Znany był też z ascetycznego życia i głębokiej pobożności. Jak na tym tle przedstawiają się zasługi Jan Pawła II, które upoważniałyby do nazwania go Wielkim? Ludzie mu współcześni pozostają pod wpływem jego osoby i nauczania, nie mając jeszcze wystarczającego dystansu, by na chłodno określić jego miejsce w historii Kościoła i świata. Ocenę papieża „z rodu Polaków” należy więc zostawić potomnym. Dopiero oni będą w stanie obiektywnie zobaczyć, co z jego nauczania i dzieł apostolskich przetrwało próbę czasu. Choć więc nie wiadomo, czy przydomek „Wielki” ostatecznie pozostanie przy imieniu Jana Pawła II, można zastanawiać się, dlaczego taki tytuł mógłby mu przysługiwać. Postać formatu światowego Marco Politi, watykanista włoskiego dziennika „La Repubblica”, twierdzi, że „Karolowi Wojtyle udało się stopić w jedno w swojej osobie – a jest to bardzo rzadki koktajl! – człowieka wiary, filozofa historii, wielkiego człowieka przekazu i przywódcę geopolitycznego. Stał się on osobą interesującą nie tylko dla katolików, ale także dla żydów, muzułmanów, a nawet dla agnostyków, którzy podziwiali go za zaangażowanie w obronę praw człowieka, przeciwko wojnie, nadanie globalizacji ludzkiego oblicza”. Już w 1995 r. Politi pisał o Janie Pawle II, że „świat nie znajduje dzisiaj żadnego innego przywódcy poza głową Kościoła katolickiego”. Choć „był przedstawicielem swojej religii, podejmował problemy światowe, np. dialogu międzyreligijnego, gospodarki światowej, stosunków między bogatą Północą i biednym Południem, refleksji historycznej nt. błędów Kościoła w historii”. Zdaniem Politiego, gdyby papież „zajmował się tylko swoją ojczyzną, Polską, jego oddziaływanie miałoby bardzo ograniczony zasięg, nie byłby wielką osobistością. Ale on zajął się i wolnością w Ameryce Łacińskiej, i zapoczątkowaniem nowych stosunków między różnymi kulturami, czego wyrazem było wezwanie przywódców wszystkich religii na modlitwę do Asyżu... W ten sposób stał się postacią formatu światowego”. Przede wszystkim jednak „odnowił rolę papiestwa”. „Do 1978 r. papież był ważną postacią jedynie dla katolików i osób zajmujących się ekumenizmem. Oczywiście, także Pius XII, Jan XXIII i Paweł VI zajmowali się polityką. Zawsze jednak byli postrzegani jako przywódcy katolików. Janowi Pawłowi II udało się przekształcić rolę papiestwa. Dzięki niemu stało się ono rzecznikiem praw człowieka. Wykroczył więc on poza granice katolicyzmu, zwracając się do ludzi znajdujących się w różnych sytuacjach religijnych, społecznych i politycznych” – podkreśla włoski publicysta.
Jan Paweł II był rzecznikiem i piewcą kultury, która pokazuje wielkość człowieka i podnosi do Boga – uważa ks. prof. Andrzej Szostek, uczeń Karola Wojtyły i jego następca na katedrze etyki Jan Paweł II był Wielkim Papieżem, ale za co konkretnie go cenimy? Ks. prof. Andrzej Szostek, filozof, były rektor KUL: Różni ludzie cenią go za różne rzeczy. Najbardziej za to, że był na ludzi otwarty, a oni byli przekonani, że naprawdę ich kochał miłością niesentymentalną. Potrafił stawiać wymagania i to bardzo wysokie. Płynęły one z jego wiary w Boga i troski o to, aby człowiek nie zatracił swego jedynego życia, jakie zostało mu dane. Kochają go również za to, że nie bał się ludzi. Pamiętamy ciągnące się w nieskończoność audiencje ogólne, audiencje prywatne po Mszach św. oraz spotkania podczas pielgrzymek na całym świecie. Także i to, że podczas posiłków nigdy nie był sam i zawsze miał jakichś gości. Podobnie spotkania z młodzieżą. Pamiętajmy, że młodzież jest szczególnie wyczulona na wszelki fałsz. Wiemy też, że politycy chcąc sobie „kupić” młodzież, studiują jakieś gesty, albo używają słów zachęty, aby zaskarbić sobie jej życzliwość. Papież nigdy tego nie robił, a u młodych ludzi miał wielki prestiż. Nie pomniejszając swoich wymagań, po prostu ich lubił, chętnie się z nimi spotykał, czasami się podroczył i pożartował. Powinniśmy go cenić przede wszystkim za nauczanie jakie po sobie pozostawił, a z tym nie jest chyba najlepiej? – Są też tacy, którzy cenią Jana Pawła II za jego słowa, którymi dzielił się z nami w swoich encyklikach, podczas pielgrzymek i w innych dokumentach. Raczej bardziej cieszymy się niż go słuchamy. Nadszedł czas, aby przy okazji beatyfikacji i po niej jeszcze raz do tych tekstów sięgnąć i wydobyć z nich to, co najważniejsze. Jak na nasze możliwości papież Wojtyła zbyt szybko żył i nauczał. Nie nadążaliśmy za nim i nie przemyśleliśmy do końca jego nauczania. Przede wszystkim był świętym. Żył Panem Bogiem i to Jemu oddał całe swoje życie i posługę. Ta jego determinacja i głębia oddania Panu Bogu ma decydujący wpływ na to, z jakim szacunkiem odnosimy się do nadążamy za recepcją myśli Jana Pawła II, często z braku czasu, czy lenistwa. Chyba zbyt mało wiemy o papieżu Wojtyle filozofie, teologu, myślicielu. – W prostych słowach trudno przedstawić np. poglądy filozoficzne Jana Pawła II. Z nimi wiąże się wiele anegdot. Kiedy Wojtyła był kardynałem to powiedział jednemu z księży, że za swoje złośliwości będzie w Czyśćcu cierpiał. Ksiądz odpowiedział mu, że nawet wie jaką pokutę dostanie: będzie musiał czytać „Osobę i czyn”. Taka już była sława tego najważniejszego dzieła filozoficznego Karola Wojtyły. Co w niej jest najważniejsze? – Dwie rzeczy są ważne. Jedna to jego koncepcja wolności, którą nazywa „transcendencją osoby w czynie”. A druga to zarys tzw. „teorii uczestnictwa”. W sprawie wolności papież kładzie nacisk na to, że najbardziej newralgicznym momentem tej wolności nie jest możliwość wyboru naszych różnych zachowań, dóbr zewnętrznych, które możemy nabyć, lecz wolność to kształtowanie siebie samego poprzez te wybory. Jeśli mówimy o kształtowaniu siebie samego to Wojtyła nazywa to „transcendencją osoby w czynie”. „Transcedo” znaczy „przekraczam”. Znaczy to, że człowiek jest zdolny przekraczać sam siebie, sam siebie posiadać i o sobie stanowić. To jest „pionowa struktura wolności”, w której ja jestem panem samego siebie, a wybierając coś staję lepszy, gorszy, mniej czy bardziej dojrzały. Ostatecznie wolność jest po to, aby siebie dać drugiej osobie. Wielkość człowieka polega na tym, że staje się bardziej sobą w darze. Tak jak sam istnieje z daru, tak sam siebie spełnia w darze dla drugiej umiłowanej wolności wiąże się z zarysem teorii uczestnictwa… – Uczestnictwo ma różne wymiary. Wojtyła rozwijał swoją koncepcję w związku z rozważaniami nad ustrojem społecznym. Mówił o postawach indywidualistycznych i antyindywidualistycznych. Należy zwrócić uwagę, że pisał i mówił językiem, jakim dało się w latach 60. XX w. mówić. Wskazywał jak niebezpieczna jest sytuacja, gdy w państwie nie mogą działać partie opozycyjne i jak to szkodzi całemu społeczeństwu. Dla niego wymiar uczestnictwa jest osadzony w wymiarze bliźniego. O tym pisze w „Osobie i czynie” i rozwija w dalszych swoich publikacjach, zwłaszcza w artykule „Osoba, podmiot i wspólnota”. Według Wojtyły osadzenie w wymiarze „bliźni” nie oznacza zdobywania jakichś dóbr na tej ziemi. Choć jest ich na świecie tak wiele, to nigdy nie zaspokoją one naszych apetytów. Jeśli uznam, że najważniejszym dobrem jest dobro konsumpcyjne, to drugi człowiek staje się dla mnie rywalem, przeszkodą w jego zdobyciu. Wojtyła mówi natomiast, że największym skarbem człowieka jest jego bliźni. I wtedy ukazuje się właściwy wymiar uczestnictwa. Wskazuje na personalistyczne aspekty czynu, który odnosi się do innych osób, a kulminacyjnym aktem odniesienia do bliźniego jest dar miłości z siebie samego. To jest największa inwestycja naszej wolności. Nikt nie jest do tego zmuszony, ale poprzez dar z siebie samego człowiek staje się i spełnia jako osoba. Kolejne ważne tematy filozoficzne Wojtyły to miłość, małżeństwo, rodzina… – Mówiąc o tych zagadnieniach powinniśmy zestawić ze sobą trzy jego dzieła: „Miłość i odpowiedzialność”, „Osoba i czyn” oraz cykl katechez „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”. Wojtyłę przede wszystkim fascynował człowiek i jego spełnianie się poprzez miłość, której szczególnym wyrazem jest miłość oblubieńcza. Swoją filozoficzną drogę rozpoczął od rozważań nad miłością międzyosobową, aby później sięgnąć do fundamentów antropologicznych w studium „Osoba i czyn” i dalej, aby w „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich” pokazać całą pełnię człowieka w perspektywie teologicznej. Swoje poglądy określał mianem antropologii integralnej. Wojtyła przede wszystkim podkreśla, że miłość wyklucza użycie i instrumentalne traktowanie człowieka, co jest zgodne z normą personalistyczną. Wyklucza ona sprowadzanie człowieka do roli instrumentu i rozumie go jako osobę, której należna jest miłość. Odnosi się ona nie tylko do relacji małżeńskich, ale wszelkich relacji międzyludzkich: aktu małżeńskiego, relacji przyjacielskich, rodzicielskich, odniesienia mistrza do ucznia. Miłość oblubieńcza najlepiej rozświetla relacje międzyludzkie. Wojtyła pokazuje, że jest ona szczególnie kolorowa, piękna i głęboka, ale też szczególnie wymagająca. W kontekście rozważań nad miłością rewolucyjne wydają się jego poglądy na temat ludzkiej seksualności. – Warto zwrócić uwagę, że „Miłość i odpowiedzialność” została przetłumaczona na francuski, włoski, hiszpański jeszcze zanim kard. Wojtyła został papieżem. Już wtedy zauważono w jego poglądach pewien rys rewolucyjności. Utrwaliło się pewne, oficjalnie przez Kościół nie głoszone przekonanie, że głównym celem małżeństwa jest prokreacja i tylko wówczas akt seksualny jest dopuszczalny. Jeśli nie ma tej perspektywy, to należy chwalić małżonków za abstynencję seksualną i propagować tzw. „białe małżeństwa”. Za takim przekonaniem stało trochę manichejskie podejrzenie, że akt seksualny zawsze ma w sobie coś z grzeszności, ponieważ jest w nim jakieś emocjonalne uniesienie i człowiek przestaje być panem siebie. Dla Wojtyły akt małżeński jest przede wszystkim aktem okazywanej sobie wzajemnie miłości. Jest on cenny, ważny, dobry oraz godny moralnej aprobaty. Pokazuje on z jednej strony, że naturalnym owocem miłości oblubieńczej małżonków jest dziecko poczęte w akcie seksualnym, a z drugiej, że nie tylko perspektywa poczęcia dziecka usprawiedliwia akt seksualny. Akt seksualny w małżeństwie jest sam przez się dobry i trzeba dobrze zrozumieć jego naturę. Równocześnie Wojtyła przestrzega przed traktowaniem aktu seksualnego w kontekście użycia, gdyż wtedy zostaje złamany fundament miłości. Podkreśla z całą mocą, że z powodu popędu płciowego miłość oblubieńcza jest szczególnie narażona na pójście w kierunku użycia. To personalistyczne podejście do seksualnego aktu małżeńskiego było wtedy, na początku lat 60., także dla mentalności katolickiej, wielką nowością i dlatego m. in. książkę Wojtyły wydano w kilku językach. Walorem tego studium jest także to, że temat został postawiony w sposób zasadniczy i pisze także o formie miłość wiążącej się z celibatem. – W „Miłości i odpowiedzialności” jest też paragraf odnoszący się do formy miłości wiążącej się z celibatem, z bezżennością dla Królestwa Niebieskiego. Ta forma ma także wymiar miłości oblubieńczej, którą osoby duchowne ofiarowują Bogu. Ponadto Wojtyła podkreśla w swoim dziele, że każdy człowiek musi znaleźć jakąś formę miłości oblubieńczej. Nawet ci, którzy nie będąc księżmi i zakonnicami, osoby samotne, muszą odnaleźć jakąś formę daru z siebie jeśli ma być spełnione życie osobowe. Przypomnijmy, że refleksje te wypływały z praktyki duszpasterskiej Wojtyły… – We wstępie do „Miłości i odpowiedzialności” wprost to wyznaje, że jego przemyślenia wypływają z doświadczeń w konfesjonale, z kontaktu z młodymi ludźmi, którzy chętnie mówią o problemach związanych z miłością i przygotowaniem się do małżeństwa. Wojtyła głęboko uczestniczył w ludzkich dramatach i przeżyciach. Na ile papiestwo zmieniło kard. Wojtyłę? – W przypadku każdego człowieka zmiana publicznej funkcji w jakimś stopniu go zmienia. Ale musimy też strzec się pewnych skrajności. Jedna z nich polega na tym, że papież zasiadając na tronie św. Piotra staje się nowym człowiekiem i to, co mówił dotychczas, jest nieważne. Druga skrajność polega na tym, że nie mówi on nic nowego w stosunku do tego, co głosił wcześniej. Ani jedno ani drugie nie jest prawdą, dlatego, że Wojtyła potrafił się uczyć. Cały czas się rozwijał i w relacji do Boga, i w duszpasterstwie i pracy intelektualnej. Ponadto cały czas chciał mieć koło siebie swoich bliskich współpracowników. Ks. prof. Tadeusz Styczeń, który był jego szczególnie umiłowanym uczniem i współpracownikiem przed 16 października 1978 r., do śmierci był jego przyjacielem. Co kard. Wojtyła wnosi do papiestwa? – Zaczynając od pierwszej encykliki wnosi fascynację człowiekiem. W tej pierwszej encyklice uważanej za programową „Redemptor hominis” papież nadaje nowy tytuł Chrystusowi. Utrwalił się w teologii tytuł „redemptor generis humani” – odkupiciel rodzaju ludzkiego, „redemptor mundi” – „odkupiciel świata”. Papież pisze natomiast „redemptor hominis” – odkupiciel człowieka. Nie dziwi zatem, że w tej encyklice znalazły się często później cytowane słowa: „Człowiek jest drogą Kościoła”. W niej na wzór dokumentów II Soboru Watykańskiego, zwłaszcza „Gaudium et spes”, maluje panoramę świata ludzkiego, zwłaszcza z jego nadziejami i zagrożeniami. Wnosi fascynację człowiekiem, którego chce w sposób szczególnie polecić Panu Bogu i go do Boga pociągnąć. Ponadto wnosi do papiestwa także fascynację Bogiem w Jego tajemnicy miłosierdzia. Przekonanie, że Bóg pociąga człowieka swoim miłosierdziem, jest jego ideą duszpasterską i teologiczną. Wyniósł ją z okresu przedpapieskiego i nadał jej szczególny blask, czego dowodem jest przejmująca encyklika „Dives in misericordia” – „Bogaty w Miłosierdziu”.Na co kładł szczególny nacisk jako papież? – Zostając biskupem świata zwrócił baczniejszą uwagę na etykę społeczną. Będąc papieżem zaczął odwiedzać różne kraje i zauważył, że niektóre z nich należą już nie do tzw. trzeciego świata, lecz nawet do czwartego. Bogaci stają się coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi i jest ich coraz więcej. Jak zobaczył, że ubóstwo radykalizuje konflikty społeczne to coraz bardziej interesował się etyką społeczną. Dlatego powstały encykliki „Laborem Exercens”, „Sollicitudo rei socialis”, „Centesimus annus”. Encykliki te i inne dokumenty dotyczące społecznej nauki Kościoła, pokazują, jak bardzo sprawy te leżały mu na sercu. Papież do etyki społecznej nawiązuje także w encyklice o Bożym Miłosierdziu i podkreśla, że także ono leży u podstaw służby społecznej człowieka. Nie można wszystkiego sprowadzać do systemów ekonomicznych i społecznych, lecz gdzieś u podstaw musimy umieścić serce człowieka wrażliwe na ludzką biedę. Jednym z głównych rysów jego pontyfikatu jest wołanie o reakcję na ludzką biedę i nieszczęścia. Pisząc o sprawach społecznych papież dyskutuje także z marksizmem… – Już w „Osobie i czynie” pojawia się kategoria „alienacji”, która polega na tym, że wytwór człowieka zdobywa nad nim władzę. Dla Marksa jednym z fundamentalnych pojęć była alienacja ekonomiczna polegająca na tym, że człowiek stworzył pewien niesprawiedliwy system społeczno-ekonomiczny, który nad nim panuje. W „Osobie i czynie” Wojtyła nawiązuje do problemu alienacji i pisze, że Marks nie sięgnął dostatecznie głęboko pisząc o alienacji. Przyznaje, że na świecie panują krzywdzące człowieka stosunki ekonomiczne powodujące niesprawiedliwość społeczną i nie można wobec nich pozostać obojętnym. Ale jego zdaniem zmiana tych stosunków nie wystarczy, gdyż trzeba jeszcze zmienić ludzkie serce, sięgnąć do wymiaru „bliźniego” i na nim oprzeć problematykę alienacji. Jako papież uznał tę problematykę za na tyle ważną, że przeniósł ją na teren światowy. Już po upadku komunizmu w 1989 r. papież w encyklice „Centesimus annus” powraca do problemu alienacji i powiada, że to, co zaproponował Marks jest – jak powiedział Leon XIII – lekarstwem gorszym od choroby. Jan Paweł II podkreśla w niej, że lekarstwa już nie ma, ale choroba pozostała i alienacja jest cały czas problemem. Podkreśla w niej, że system społeczno-ekonomiczny oparty na zasadzie traktowania innych jako rywali, konkurentów w dostępie do różnych dóbr, musi rodzić Paweł II był przenikliwym analitykiem, a nawet krytykiem współczesnej kultury. Czego ona głównie dotyczyła? – Nie wiem, czy był krytykiem. Raczej nie był recenzentem, gdyż śledził życie kulturalne i cieszył się z tego, co się dzieje w kulturze. Lubił spotykać się z ludźmi kultury, interesował się muzyką i literaturą. Nie tylko ją czytał, ale sam tworzył nawet gdy był papieżem, czego dowodem jest „Tryptyk Rzymski”. Nie mógł sobie odmówić przyjemności tworzenia poezji. Miał świadomość, że nie można poprzestać na krytyce, wybrzydzaniu i dystansowaniu się od wielu rzeczy, które dzieją się na świecie. Był przekonany, że lepiej pokazywać dobro i samemu je prezentować. W „Tryptyku Rzymskim” Jan Paweł II pokazał że kultura tworzy się w ciszy, zatopieniu się w Bogu i dotyczy też spraw wielkich. Nie jest to krytyka, ale sygnał, aby zobaczyć, jak bardzo we współczesnym świecie potaniało słowo. On, który zawsze tyle działał, zawsze wiele czasu poświęcał na modlitwę i kontemplację, pokazuje w swych utworach, że na tym gruncie rodzą się rzeczy piękne i wielkie. Jednym z atutów globalizacji jest łatwość komunikacji i wypowiadania słów, ale z drugiej strony słowo staje się zbyt lekkie i płaskie. Warto w tym kontekście zobaczyć jak skrupulatnie przygotowywał przemówienia przed pielgrzymkami, czy encykliki. Każde słowo jest w nich gruntownie przemyślane. Dlatego trzeba je czytać w ciszy. Tym bardziej, że obecnie przyzwyczailiśmy się do lekkostrawnych komunikatów, a nie do medytacji. Nie jako krytyk, ale własnym przykładem Jan Paweł II dystansuje się od kultury pozornej. Jan Paweł II doskonale znał wartość słowa jeszcze z czasów działalności teatralnej. – Gdy był jeszcze sprawny fizycznie fantastycznie umiał podawać słowo. Darzył słowo wielkim szacunkiem i nie była to kwestia taniego teatralnego gestu. Mówiący musi być tak przeźroczysty w głoszeniu słowa, aby ono wybrzmiało w całej swej głębi i majestacie. I on tak właśnie robił. Chciał, aby kultura wznosiła człowieka na wyżyny. Jedną z naszych pokus jest odbrązawianie i obalanie przyjętych autorytetów. Jan Paweł to dostrzegał. Oczywiście, można niszczyć autorytety. Szczególnie robią to ci, którzy poprzez wywołanie skandalu chcą szybko zdobyć popularność. Ale pamiętajmy, że nie jest to droga prowadząca w głąb i pozwalająca na wzrost kultury. Przypomnijmy poetycką medytację papieża Wojtyły na temat piękna Kaplicy Sykstyńskiej w „Tryptyku Rzymskim”. Widziałem jego rękopis. Został on napisany niemal bez poprawek. Papieżowi chodziło o ukazanie całego piękna, które raduje serce człowieka i unosi ku Bogu. Szczególnie dbał o wartość drogocennego słowa zrodzonego w ciszy i bólach. Był rzecznikiem i piewcą kultury, która pokazuje wielkość człowieka i podnosi do Boga. Oczywiście nie zapominajmy, że papież był świadom ciemnych stron naszej kultury, ale dopominał się przede wszystkim o przywrócenie jej właściwych o papieżu filozofie i teoretyku. Ale był on personalistą praktykującym, czego nie raz chyba Ksiądz Profesor był świadkiem. – Bycie świadkiem jest zawsze kłopotliwe, gdyż można zostać posądzonym o niedyskrecję, albo o samochwalstwo. Pamiętam pierwsze seminarium z moim udziałem, które odbyło się w Krakowie. Jeździliśmy do kard. Wojtyły za jego pieniądze. Gdy został biskupem, nie pobierał już pensji na KUL-u. Jego pobory były rozdzielane na stypendia dla studentów. A pensje z okresu wakacyjnego były przeznaczane na nasze przyjazdy do Krakowa. Seminaria trwały od godz. 16 do późnego wieczora. Pamiętam jak dziś, gdy w trakcie seminarium zabrałem głos. Kard. Wojtyła w tym czasie pisał jakieś listy. W pewnym momencie podniósł na mnie wzrok i ja zamilkłem. Zrobiło mi się nagle wstyd, gdyż w tych oczach i spojrzeniu była taka uwaga i skupienie. Pomyślałem sobie, że na takie skupienie trzeba sobie zasłużyć. Miałem poczucie małości tego, co mówię w stosunku do jego skupionej uwagi. Od tego czasu starałem się, aby słowa przeze mnie wypowiadane były godne tej jego pilnej uwagi. Miał też niezwykłą pamięć do ludzi. – Kiedyś pani profesor Maria Braun–Gałkowska z KUL powiedziała, że spotykamy się i mamy zazwyczaj dla siebie 10 minut. Narzekamy, że niewiele rozmawiamy ze sobą i podała przykład Jana Pawła II mówiąc: „W rozmowie on ma dla ciebie 2 minuty, ale te 2 minuty są tylko dla ciebie i cały świat dla niego nie istnieje”. Pamiętam też wydarzenie związane z moją pracą doktorską. Kard. Wojtyła był jej recenzentem. W międzyczasie został papieżem i już nie mógł zajmować się moją pracą. Ale wcześniej przeczytał ją i napisał do mnie list z uwagami na jej temat. Później dowiedziałem się, że on wysłał kopię tego listu do dziekana i poprosił, aby przyjąć go, jako podstawę do recenzji mojej pracy. Zrobił to sam. Pomyślałem sobie wtedy, czy naprawdę nie miał ważniejszych zajęć, gdy jechał do Rzymu na konklawe. Świadczyło to o tym, jak szacunek dla drugiego człowieka zobowiązywał go do wypełniania zadań wobec drugiej osoby. Ksiądz profesor był świadkiem przyjaźni papieża z ks. prof. Styczniem… – Ja spędziłem z Janem Pawłem II tylko raz Boże Narodzenie. Ks. Styczeń był co roku w Watykanie w czasie świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy i spędzał z papieżem każde wakacje. Wielu ludzi w Polsce tego mu zazdrościło. Ich zazdrość nie brała jednak pod uwagę tego, ile się on w Watykanie przy papieżu napracował. Jan Paweł II przy całej swojej dobroci i przyjaźni nigdy nie zostawiał człowieka bez pracy. Jan Paweł II oczekiwał od zaufanej osoby wierności. Nie lubił zmieniać swoich najbliższych współpracowników. Dowodem na to jest kard. Dziwisz. Gdy jako arcybiskup wybrał go na sekretarza, to on pozostał z nim aż do śmierci. Również siostry sercanki, które usługiwały mu w Krakowie później wziął do Rzymu, aby u niego pracowały. Pamiętam jedną z sytuacji podczas mojego pobytu w Watykanie na Boże Narodzenie. Uczestniczyliśmy razem z ks. Styczniem w papieskiej Pasterce i Mszy św. w uroczystość Bożego Narodzenia, która wypadła tamtego roku w sobotę. Następnego dnia przypadała Niedziela Świętej Rodziny i papież odprawiał Mszę św. w Bazylice św. Piotra. Ks. Styczeń nie mógł w niej uczestniczyć. Wieczorem byliśmy na kolacji i wspólnym kolędowaniu. Wtedy papież zwraca się do ks. Stycznia: „Tadziu, ale ja dzisiaj ciebie nie widziałem na Mszy św.” Kiedy to usłyszałem, to mnie zamurowało. Wiadomo, że bazylika nie jest małym kościółkiem, a ks. Styczeń nie był dwumetrowym koszykarzem, którego można dostrzec z daleka. Pomyślałem sobie, czy Jan Paweł II jest aż tak spostrzegawczy? Nie o to jednak chodziło. Jan Paweł II zawsze potrzebował koło siebie bliskich sobie osób. Oczekiwał wsparcia i ludzie to czuli. Dlatego ks. Styczeń, gdy dostał od papieża jakieś zadanie to wiedział, że nic nie jest od tego ważniejsze. Robił co mógł, aby mu jak najlepiej pomóc. Tak samo postępował ks. Dziwisz. Doskonale wiedział, że papież na nim polega i wykonywał swą pracę z wielkim oddaniem. Trzeba też zaznaczyć, że Jan Paweł II jeśli zwracał się o pomoc, to nie miało to nic wspólnego z rozkazem. Czy ks. prof. Styczeń opowiadał o jakiś wyjątkowych sytuacjach z udziałem papieża?– Nie zwierzał się. Był bardzo dyskretny. Ja też nigdy go o to nie pytałem. Zawsze uderzała mnie pobożność papieża. Pamiętam doskonale pewne zdarzenie z Castel Gandolfo. Zbliża się piątkowe popołudnie. Jesteśmy w kuchni letniej rezydencji papieża i rozmawiamy z pracującymi tam siostrami. Nagle spojrzałem przez uchylone drzwi na korytarz, a tam Jan Paweł II sam odprawia Drogę Krzyżową. Spojrzałem na zegarek, była godz. 15. Trochę się nawet zawstydziłem, że nie towarzyszymy papieżowi. Jednak papież nigdy nikogo nie upomniał. Nie miał żalu, że się z nim nie modliliśmy. Jan Paweł II po prostu żył Bogiem i nie był człowiekiem pobożnym na pokaz. Co najbardziej z wielu spotkań z Janem Pawłem II utkwiło najbardziej w pamięci i sercu Księdza Profesora? – Najbardziej utkwiły mi w pamięci Msze św. z jego udziałem. Jestem księdzem i wiem jak nie raz niszczy nas rutyna, pośpiech czy brak koncentracji przy odprawianiu Eucharystii. Wiele razy miałem okazję odprawiać Mszę św. z Ojcem Świętym i zawsze miałem to poczucie, że w jej trakcie wchodzi on w szczególną, głęboką relację z Bogiem. Eucharystia była najważniejszym wymiarem jego życia. Wśród wielu zdjęć z papieżem mam dwa zrobione tego samego dnia. Jedno po porannej Mszy św., a drugie po kapitule generalnej księży marianów, kiedy zostaliśmy podjęci przez Ojca Świętego. Trzeba zobaczyć na nich dwie twarze papieża, po Mszy św. i na spotkaniu. To są dwa różne oblicza. Po Mszy św. widzimy, że jeszcze przebywa w najważniejszym dla niego wymiarze Tajemnicy Eucharystii, a na drugim jest już rozluźniony i oddany rozmowie. Nie bez powodu jego ostatnia encyklika dotyczy właśnie Eucharystii. Jest ona testamentem jego kapłaństwa. Nie obawia się Ksiądz Profesor manipulacji ideologicznych i politycznych osobą Jana Pawła II? – Manipulacje polityczne i ideologiczne osobą Jana Pawła II były, są i będą. Musimy starać się temu nie ulegać oraz piętnować tam, gdzie się to zdarzy. Ale z drugiej strony jego wielkość przerasta tego rodzaju machlojki. Trudno nam będzie się przed tym uchronić. Będzie to taka brudna piana, którą trzeba będzie co raz zmywać, żeby z powrotem powracać do osoby Jana Pawła II. Z czasem na pewno te manipulacje się uspokoją. Jakie znaczenie powinna mieć beatyfikacja Jana Pawła II dla Polaków, Kościoła? – Osobiście bardzo się ciszę z beatyfikacji. Mam nadzieję, że będzie ona kolejną okazją do pogłębienia naszej chrześcijańskiej postawy. Nie myślę w tym kontekście o toczących się w naszym kraju pyskówkach, gdyż są one czymś zewnętrznym i ulotnym. Wobec sporów, które i tak się muszą toczyć, gdyż na tym polega życie społeczne, pragnąłbym, abyśmy dostrzegli, że drugi człowiek to jest nade wszystko naszym bliźnim. Obyśmy nie zatracili fundamentalnej solidarności międzyludzkiej. Pamiętajmy, że jesteśmy dziećmi tego samego Boga. Będzie to okazja, aby powrócić do spojrzenia na Boga i człowieka – takiego jakie starał się nam przekazać Jan Paweł II. Rozmawiał Krzysztof TomasikDrogi Czytelniku,cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie! Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz prosimy Cię o wsparcie portalu za pośrednictwem serwisu Patronite. Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
27 kwietnia 2020 Zarówno dorobek doktrynalny, jak i cywilizacyjny św. Jana Pawła II zasługują na nadanie mu przydomku „wielki”. Ale zdecydują o tym przyszłe pokolenia – w 6. rocznicę kanonizacji Jana Pawła II mówi o. prof. Jarosław Kupczak OP, teolog, kierownik Katedry Antropologii Teologicznej na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, dyrektor Ośrodka Badań nad Myślą Jana Pawła II UPJPII. W dwutysiącletniej historii Kościoła trzem papieżom potomni nadali przydomek „wielki” – Leonowi I, Grzegorzowi I i Mikołajowi I. Czy na taki tytuł zasługuje papież Polak? Często tak tytułują Jana Pawła II polscy biskupi, a wśród nich jego następcy na stolicy biskupiej w Krakowie – kard. Stanisław Dziwisz i abp Marek Jędraszewski. Niewątpliwie są przesłanki do tego, żeby mówić o Janie Pawle II jako o wielkim, w kontekście jego dorobku. Tradycja mówienia o wielkich papieżach rodzi się z zadziwienia naocznych świadków pontyfikatów nad tym, co w ich czasie się dokonało. Naocznymi świadkami pontyfikatu Jana Pawła II są kard. Stanisław Dziwisz i abp Marek Jędraszewski. Do tego rodzaju świadectw i przekonań należy podchodzić z wielkim szacunkiem, ale niewątpliwie to kolejne pokolenia zadecydują o tym, czy taki przydomek Janowi Pawłowi II się należy. Jakie są ku temu przesłanki? Jaką perspektywę czasową ma Ojciec Profesor na myśli mówiąc o przyszłych pokoleniach, które mogą nadać Janowi Pawłowi II przydomek „wielki”? Jan Paweł II jest niewątpliwie bardzo mocno związany z historią XX wieku i nade wszystko z historią Soboru Watykańskiego II. Kiedy popatrzymy na poprzednich papieży, którym potomni nadali przydomek „wielki”, każdy z nich miał zasługi na dwóch polach. Po pierwsze, mieliśmy do czynienia z bardzo ważnym dorobkiem doktrynalnym, czyli obroną nauki wiary – dogmatu chalcedońskiego w przypadku Leona, nierozerwalności małżeństwa w przypadku Mikołaja czy uporządkowania Kościoła w przypadku Grzegorza. Po drugie, mieliśmy do czynienia z osiągnięciami w perspektywie cywilizacyjnej. Wszyscy trzej wielcy papieże byli ludźmi, którzy współtworzyli wielką tradycję kultury europejskiej i światowej – Leon i Grzegorz przez obronę Rzymu i Cesarstwa przed barbarzyńcami, potem stopniową troskę o to, aby tych, których nazywano barbarzyńcami – chociażby mieszkańców Anglii – włączać w przestrzeń kultury zachodniej, chrześcijańskiej poprzez ewangelizację; Mikołaj przez współpracę z Cyrylem i Metodym przyczynił się do budowy cywilizacji chrześcijańskiej w środkowej i wschodniej Europie. Nie ulega wątpliwości, że Jan Paweł II ma osiągnięcia w obu dziedzinach. Z jednej strony to jest papież, któremu najbardziej należy się tytuł „papieża Soboru Watykańskiego II”. Jan XXIII otworzył sobór, ale go nie zakończył. Paweł VI dokończył sobór, ale po kilkunastu latach, w 1978 r. zostawił reformy soborowe w głębokim kryzysie, na jakimś rozstaju dróg. Potrzebny był długi pontyfikat Jana Pawła II – 27 lat, potrzebna była prawdziwa powódź dokumentów – encyklik, adhortacji, różnego rodzaju wypowiedzi – której podstawowym celem było nadanie prawidłowej interpretacji Soborowi Watykańskiemu II. To jest osiągnięcie doktrynalne Jana Pawła II. Odpowiadając wprost na pytanie – Jan Paweł II będzie doceniony wtedy, kiedy będzie w sposób właściwy zrozumiany i doceniony Sobór Watykański II. Niestety nadal w Kościele mamy głębokie rozdarcie jeśli chodzi o ocenę ostatniego soboru i jego znaczenia dla Kościoła i ten proces nie jest skończony. A jakie osiągnięcia natury cywilizacyjnej można przypisać Janowi Pawłowi II? To jest pierwszy papież globalnej wioski. Paweł VI opuścił Włochy kilka razy – to było zaledwie kilka podróży zagranicznych. Papieże Benedykt i Franciszek – ze względu na o wiele krótsze pontyfikaty – podróżowali znacznie mniej. Ponadto teraz podróże są zablokowane przez pandemię i niewiadomo co będzie dalej. Natomiast Jan Paweł II przejdzie do historii jako ten papież, którego „na żywo” widziały miliony ludzi podczas dziesiątków jego różnego rodzaju podróży apostolskich. Żadnego innego papieża tak wiele osób nie spotkało bezpośrednio. Jan Paweł II był też pierwszym papieżem, który przetłumaczył Ewangelię na pewien uniwersalny język troski o człowieka np. posługując się pojęciem „praw człowieka”. Nadanie Ewangelii pewnego uniwersalnego wymiaru troski o człowieka zawsze było cechą charakterystyczną tych trzech wielkich papieży. Jan Paweł II w byciu „papieżem praw człowieka”, przejdzie do historii jako ten, który rzucił wyzwanie komunizmowi. Jeśli do przyznania tytułu „wielki” Janowi Pawłowi II czeka nas kilkupokoleniowa perspektywa, to które elementy jego dziedzictwa doktrynalnego i cywilizacyjnego przetrwają kilkadziesiąt czy kilkaset lat? Antropologiczny chrystocentryzm. Wielkość Jana Pawła II jest związana z wielkością Soboru Watykańskiego II i z tym, jakie sobór sformułował odpowiedzi na kryzys współczesnej kultury. Od strony teologicznej jest to chrystocentryzm – Chrystus jako ten, który w sytuacji poważnego kryzysu kultury rzuca światło na to, co to znaczy być człowiekiem. W Chrystusie ukazuje się to, co to znaczy być człowiekiem. To jest szalenie ważne w momentach kryzysów kulturowych, a nie ulega wątpliwości, że w takim momencie jesteśmy. Ten model teologiczny może być zastosowany do bardzo wielu dziedzin działalności człowieka – chociażby do małżeństwa i rodziny, które dziś znajdują się w centrum uwagi Kościoła. To papież Franciszek powiedział w czasie kanonizacji, że Jan Paweł II jest „papieżem rodziny”. Nikt nie dokonał tak wiele w dziedzinie małżeństwa i rodziny, co Jan Paweł II. Katolicka nauka społeczna została równie mocno dotknięta przez jego myśl na bardzo wiele sposobów. Przykładem może tu być uczynienie praw człowieka pewnym podstawowym instrumentem refleksji Kościoła. Dla Jana Pawła II pojęcie praw człowieka stało się jednym z podstawowych instrumentów ewangelizacji. Leon Wielki, Grzegorz Wielki i Mikołaj Wielki to papieże pierwszego tysiąclecia. Drugie tysiąclecie nie ma żadnego wielkiego papieża… Trzej papieże, którzy otrzymali tytuł „wielki” w gruncie rzeczy reprezentowali chrześcijaństwo europejskie. Dlatego łatwiej było dokonać ewaluacji ich działania. Mówi się, że Leon obronił Rzym przed Hunami, a potem przed Wandalami, a Grzegorz bronił Półwyspu Apenińskiego przed Longobardami – to jest perspektywa pierwszego tysiąclecia. W drugim tysiącleciu, szczególnie po XVI w., po okresie odkryć geograficznych, perspektywa katolików w Meksyku czy na Filipinach, w Australii, na Alasce czy w Afryce znacznie bardziej różni się od perspektywy, którą mają Europejczycy. Nadanie któremuś z papieży dziś tytułu „wielki” oznaczałoby coś znacznie większego niż w przypadku papieży pierwszego tysiąclecia. To wielkie osiągnięcie Jana Pawła II musiałoby być poddane światowej ewaluacji. A to jest znacznie trudniejsze. Ale rozumiem, że nie niemożliwe. Jan Paweł II ma zasługi dla całego katolickiego świata. Myślę, że taki argument można przeprowadzić. Doskonale wiemy, że rola Jana Pawła II w zażegnaniu np. konfliktu między Argentyną a Chile, upadku dyktatur w Chile i na Filipinach, w upadku komunizmu, to są osiągnięcia światowe. Chociaż ocena tych osiągnięć nadal dzieli komentatorów. W dzisiejszym klimacie wojny kulturowej, wielu historyków będzie miało problem z uznaniem tych osiągnięć Jana Pawła II i Kościoła. Czy jako wierzący i jako rodacy Jana Pawła II możemy zrobić coś, co zbliży go do tytułu „wielki”? Pierwsza rzecz, która przychodzi na myśl, to jest nasze życie tą wielkością i odkrywanie tej wielkości. Czy my wiemy na czym polega wielkość tego pontyfikatu i czy my wykorzystujemy wielkość tego pontyfikatu w naszej kościelnej, ale także społecznej i politycznej codzienności? Tutaj można mieć poważne wątpliwości. Wielkość każdego z tych trzech papieży polega nie tylko na wielkości tego, czego dokonali kilkaset lat temu, ale chodzi o pewną nieprzemijającą wielkość w historii Kościoła. Po Leonie został dogmat chalcedoński, po Grzegorzu – jego reforma Kościoła; do dzisiaj mówimy „msze gregoriańskie”… To są właśnie pewne nieprzemijalne rzeczywistości. Jeśli są takie w przypadku Jana Pawła II, a ja – razem z wcześniej przywołanymi ważnymi świadkami tego czasu – uważam, że tak, należy mu się przydomek wielki. Rozmawiał Przemysław Radzyński / Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej
człowiek jest wielki jan paweł ii